Kiedy rodzice dostają od nas dokumenty związane z uczestnictwem dziecka w zajęciach, jest tam informacja, że w pracowni jest zakaz używania telefonów komórkowych.
Jest wiele badań na temat tego, jak fatalnie używanie smartfonów wpływa na naszą uwagę, umiejętność koncentracji czy relacje z innymi. Wystarczy, że telefon jest tylko w zasięgu naszego wzroku, a i tak rujnuje nasze skupienie. Wystarczy, że osoba w naszym towarzystwie sięgnie po telefon, a my już odruchowo robimy to samo.
W pracowni stwarzamy dzieciom twórczą przestrzeń – również do rozmowy. Smartfony nijak się w to nie wpisują, dlatego czeka na nie specjalny koszyczek, w którym leżakują, gdy dziecko oddaje się rozmowom z rówieśnikami i kreatywnym zajęciom.
Strefa wolna od nadmiaru informacji
Dzieci żyją teraz w zupełnie innym świecie niż ten, który my znamy z dzieciństwa. Słyszymy, jak podczas zajęć jest w dzieciach ogromna potrzeba rozmowy na temat aktualnych wydarzeń, które widzą właśnie za szkiełkiem smartfona. Jak żywo dyskutują niczym „mali dorośli” na temat tych trudnych rzeczy, które, dzieją się każdego dnia.
- „A wiecie, że będzie trzecia wojna światowa”,
- „A wiecie, że szczepionki uratują nam życie”,
- „A wiecie, że one walczą, żeby nie było takich dzieci chorych, bo one i tak się tylko męczą”.
Dawka różnych urwanych informacji, wyrwanych z kontekstu, niesprawdzonych, bez jednoznacznego początku i końca każdego wprawia w stan rozdrażnienia.
Dlatego szybko ucinamy te rozmowy. Mówimy, że takie dyskusje powinny być prowadzone w domu, a w pracowni nie ma na nich miejsca. Celem naszych spotkań nie jest wymiana poglądów politycznych czy społecznych, a już na pewno nie przekonywanie kogokolwiek „do swojego”.
Uczę dzieci szacunku, życzliwej postawy wobec drugiej osoby. Szanowania granic innych, że ktoś może nie ma ochoty słuchać, boi się tego, nie rozumie. Gdyby zaprosić smartfony na zajęcia, to nic by z naszej twórczej pracy nie wyszło, a tylko otwierałyby się kolejne tematy, który wymagają natychmiastowego omówienia.
Dzieciństwo tak odmienne od naszego
Podzieliłam się na ostatnich zajęciach z dziećmi refleksją: Gdy zaczynałam prowadzić zajęcia 10 lat temu, dzieciaki rozmawiały o swoich sprawach. Bajkach, kolegach, smutkach, że ktoś coś zabrał, albo brat jest nieznośny. O swoich zainteresowaniach, o tym, co słychać w szkole.
Usłyszałam: „Pani Ewo, to było tak dawno! Czasy się zmieniły, teraz mamy dostęp do informacji w telefonach. W internecie jest wszystko. Czasem są to informacje, o których nasi rodzice woleliby nie wiedzieć, że my wiemy…”
Myślę o tym, że moje dzieciństwo było bez wątpienia bardziej beztroskie. Pełne moich dziecięcych trudności i problemów. Bez dostępu do informacji na wyciągnięcie ręki. Bez ciągłego atakowania mnie wiadomościami, na które nie miałam wpływu i które zabierają beztroskę i wesołość moich dziecięcych dni.
Bardzo chcemy tę beztroskę i radość w dzieciach pielęgnować, choćby przez 1,5 godziny w tygodniu. Koszyk na smartfony to jedno z najważniejszych miejsc w pracowni ?
Ewa