W pracowni Do Góry Nogami prowadzimy zajęcia z grafiki warsztatowej. Co to takiego i jak wspiera rozwój twórczy dzieci? Nazwa może brzmieć tajemniczo, więc w tym tekście opiszemy, co podopieczni pracowni robią na tych zajęciach.
Grafika warsztatowa krok po kroku
Grafika warsztatowa to proces. Aby powstała odbitka po zrobieniu szkicu, najlepiej zrobić xero i przenieść go na gumę. Można to zrobić za pomocą rozpuszczalnika. Podczas zajęć zarysowujemy ołówkiem tył szkicu i kalkujemy rysunek na linoleum. Ołówek się odbija i wtedy poprawiamy go permanentnym markerem. Potem ryjemy dłutami. Gdy matryca jest gotowa, zaczyna się zabawa…
Na szybie, specjalnymi gumowymi wałkami, rozsmarowujemy farbę drukarską, cienką warstwę. Trzeba przyciąć papier, namoczyć go w kuwecie, z wyczuciem wysuszyć gazetami tak, aby nie był ani za mokry, ani za suchy. Potem trzeba posmarować matrycę farbą i tu znów praktyka czyni mistrza – farby nie może być za dużo, ani też za mało.
Następnie kładziemy matrycę prosto na prasie i przykładamy kartkę. Przy odpowiednim nacisku przepuszczamy matrycę przez wałki. Na koniec przypinamy szpilkami jeszcze mokry papier z gotową odbitką do styropianu.
Robimy to przez miesiąc: jedną matrycę i od 4 do 6 odbitek. Taki plan minimum przy ogólnym założeniu maksimum wiedzy i umiejętności dla dzieci.
Podpisanie gotowej odbitki
Nie zapomnijmy o podpisaniu gotowej odbitki, bo to też element procesu. Robimy to zatemperowanym ołówkiem, pół milimetra pod dolną krawędzią odbitki. Co trzeba tam nanieść? Imię, nazwisko autora, tytuł, która to odbitka z całości nakładu, technika, data. Potem wycinamy paspartu z kartonu, żeby oprawić gotową odbitkę.
To, na co szczególnie uczulam dzieci, to czystość odbitki. Nie może być na niej żadnych śladów brudnych palców (a papier do grafiki warsztatowej jest szczególnie na to wyczulony). Jest to wyjątkowo trudne, bo na pierwszy rzut oka ta technika jest dość „brudna”. Farbę drukarską niełatwo zmyć z rąk, a jednak w finale dążymy do czystej kartki z odbitką i farbą tylko tam, gdzie miała ona być.

Dzieci i linoryt – czy to może się udać?
W twórczym świecie często słychać: linoryt z dziećmi?! To nie może się udać…
A jednak wiara w dziecięce umiejętności i w to, że dobrego rzemiosła warto uczyć od najmłodszych lat, i tutaj nie zawiodła. Miłość do linorytów jest silniejsza niż opinie sceptyków.
Stworzenie w pracowni „powagi sytuacji” i danie dzieciom poczucia, że żeby zrobić coś wartościowego, trzeba włożyć w to odpowiedni wysiłek i pracę, pięknie tu zaowocowało. Każde dziecko ma w sobie talent, ale trzeba go rozwijać, słuchając i ucząc się od starszych i bardziej doświadczonych. To też zdecydowanie nauka pokory do wiedzy i własnych umiejętności.
Im dłużej robię linoryty z dziećmi tym bardziej uczę się, że wytłumaczenie wszystkiego krok po kroku, opowiedzenie, po co się coś robi, i oddanie dzieciom pola do działania, daje efekty, które cieszą oko, ale przede wszystkim dają umiejętność, z którymi dzieci z pracowni pójdą w świat. A o to przecież w DO GÓRY NOGAMI chodzi.
„Gdy nie mogę oderwać oczu od odbitki, a patrząc na nią wciąż odkrywam coś nowego” – tak według dzieci z pracowni można poznać, że linoryt jest genialny. Miły Rodzicu, może i Twoja pociecha chciałaby spróbować?