
Kasia Bakuła-Drożak
Prowadząca zajęcia z ceramiki dla młodzieży.
Podobno warto uważać na to, o czym marzymy jako dzieci. Czasem te marzenia naprawdę się spełniają.
Kiedy byłam mała, oglądałam w telewizji program, w którym pewna pani lepiła z modeliny zwierzątka i krok po kroku pokazywała dzieciom, jak zrobić je samemu. Byłam przekonana, że ma najlepszą pracę na świecie. Marzyłam wtedy, żeby kiedyś też tak pracować – siedzieć przy stole, czyć jak ulepić pieska podającego łapę.
Potem na długo o tym marzeniu zapomniałam.
Mam na imię Kasia. Jestem artystką i ceramiczką. Studiowałam malarstwo i rzeźbę na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, a od prawie dekady większość mojego zawodowego życia kręci się wokół gliny. Tworzę własne projekty, prowadzę pracownię Balena Ceramika i warsztaty dla dzieci oraz dorosłych.
Dopiero kiedy sama zaczęłam prowadzić warsztaty, przypomniałam sobie tamtą dziewczynkę przed telewizorem. Tę, która była pewna, że lepienie zwierzątek z modeliny to najlepsza praca na świecie!
Na początku zajęć często słyszę: „A jak ja mam to zrobić?”. Pokazuję, od czego zacząć, jak połączyć ze sobą elementy, a potem pozwalam działać. Czasem wszystko idzie zgodnie z planem, a czasem glina robi swoje – miska zaczyna się zapadać, figurka traci równowagę albo ucho odpada tuż przed końcem.
Widzę wtedy rozczarowanie i spojrzenie w moją stronę: „I co teraz?”. Zamiast zaczynać od początku, oglądamy pracę jeszcze raz i szukamy rozwiązania. Dziecko dokleja większą podstawę, zmienia kształt albo wykorzystuje odpadnięty element w zupełnie innym miejscu. I nagle zamiast poprawiać „błąd”, samo decyduje, jak ma wyglądać jego praca.
Może właśnie od trochę nieporadnego pierwszego kubka albo ulepionego zwierzątka zaczyna się jakieś małe marzenie. A kto wie, dokąd kiedyś zaprowadzi?
Czasem wychodzę z pracowni na łąkę albo do lasu aby nazbierać ziół, polnych chwastów, kwiatów i drobnych gałązek. Układam je na mokrej glinie i wałkuję tak, żeby ich kształty i faktury zostały w niej na zawsze.
Następnie formuje naczynia, które nazywam „tackami w chabazie” – w ten sposób zatrzymuje ulotne piękno zwykłych polnych chwastów. Po wypale maluję ślady gałązek, najczęściej na niebiesko, bo to mój ulubiony kolor. Ranty złocę. Lubię ten moment, kiedy patrzę na gotową tackę i widzę, co powstało ze zwykłego polnego chwasta.
Po dwunastu latach spędzonych w Poznaniu wróciłam na wieś pod Mińskiem Mazowieckim, gdzie się wychowałam. Mieszkam tu z mężem, dwoma kotami i naszą dwuletnią córeczką, z którą najchętniej lepię z plasteliny.
Zajęcia, które prowadzę:
Poznaj resztę naszego zespołu
Kliknij w poniższe profile, aby dowiedzieć się więcej o osobach tworzących DO GÓRY NOGAMI.







