
Dagmara Smoktunowicz-Modelewska
Prowadząca zajęcia Zabawy plastyczne z elementami arteterapii.
Jestem dzieckiem z blokowiska. Dorastałam wśród murów, ale moja wyobraźnia wybiegała gdzieś dalej. Czasami zapuszczałam się na pobliskie łąki i do lasu. I właśnie tam, pewnego dnia, znalazłam coś, co na zawsze zostało w mojej pamięci.
Pośrodku łąki stał stary, opuszczony barak. Obdrapane, niebieskie drzwi ledwo trzymały się zawiasów, w oknach nie było szyb, a strzępki zasłon poruszały się na wietrze. Wokół, dla kontrastu, kwitły cudowne, żółte polne kwiaty. Dla kogoś była to ruina. Dla mnie – początek pewnej historii.
Moja wyobraźnia ruszyła do pracy. Przesiedziałam tam cały dzień, urządzając i upiększając ten zapomniany kawałek świata. Przez kilka godzin stara ruina stała się moim królestwem. Moim domem. Wiejskim domem pośród natury.
Wtedy narodziło się moje marzenie – chciałam kiedyś zamieszkać na wsi. Po wielu latach to marzenie się spełniło. Dziś razem z rodziną mieszkam w lesie, niedaleko Mińska Mazowieckiego. I mam poczucie, że przeprowadzka otworzyła również nowy rozdział mojego życia.
Zaczęłam robić nowe rzeczy i poznawać ludzi z pasją i dobrą energią. Wtedy trafiłam do pracowni DO GÓRY NOGAMI i poznałam Ewę. Pamiętam ciepło, które poczułam, kiedy weszłam tam po raz pierwszy. Po prostu poczułam się jak u siebie.
Minęło osiem lat, a ja wciąż czuję się tu tak samo dobrze. Bo miejsca tworzą ludzie, a Ewa jest jedną z najbardziej inspirujących osób, jakie znam. To spotkanie stało się dla mnie impulsem do kolejnego kroku.
Kiedy moje dzieci zaczęły chodzić na zajęcia w pracowni, rozpoczęłam studia podyplomowe z arteterapii na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Dyplom obroniłam u prof. Władysława Karolaka, którego książki do dziś są dla mnie źródłem inspiracji do zajęć.
Podczas studiów sama doświadczyłam dobroczynnego wpływu działań arteterapeutycznych. Zrozumiałam wtedy jeszcze mocniej, że twórczość może być czymś więcej niż sposobem na stworzenie pięknego obrazka. Może pomagać poznawać siebie, wyrażać emocje, budować odwagę i odzyskiwać wewnętrzną lekkość. Poczułam, że chcę się tym dzielić.
Jeszcze w czasie studiów Ewa zaprosiła mnie do współpracy. I z niemal dziecięcą radością działam do dziś.
Prowadzę zajęcia plastyczne z elementami arteterapii dla dzieci, pracuję też z seniorami w Gminnych Ośrodkach Kultury. Uczestniczę w kursach i warsztatach, szukając nowych sposobów na twórcze spotkania z drugim człowiekiem.
Uwielbiam fotografować, poznawać nowe miejsca, chodzić po lesie i eksperymentować z różnymi formami twórczości. Ale najbardziej wzrusza mnie radość dziecka, które tworzy. Ten moment, kiedy przestaje zastanawiać się, czy robi coś dobrze. Kiedy nie boi się oceny. Kiedy po prostu zaczyna działać i spod jego rąk wychodzi coś zupełnie nieoczekiwanego.
Czasem wystarczy tylko być obok. Z uważnością. Bez oceniania. Dać przestrzeń i poczucie bezpieczeństwa.
Dziś myślę czasem o tamtej dziewczynce z blokowiska, która siedziała pośrodku łąki i urządzała swoją chatkę marzeń. Nie wiedziała, że kiedyś naprawdę zamieszka blisko natury i będzie pomagać innym odkrywać ich własną twórczą przestrzeń.
Jestem wdzięczna moim dzieciom, bo od nich uczę się najwięcej: zachwytu, ciekawości i tego, że nie wszystko musi mieć od razu określony cel. Dlatego staram się pielęgnować w sobie tamtą dziewczynkę. Tę, która potrafi usiąść na łące, zobaczyć coś więcej niż ruinę i pomyśleć: „A co, jeśli mogłoby tu być inaczej?”.







